Jeśli jest coś w czym jestem na prawdę dobra, jakaś pasja, której oddaję się z całym sercem i poświęcam dla niej dużo czasu to jest to... spanie. Dość mało rozwijające, prawda? Dzisiaj na przykład wstałam wpół do drugiej. Wstałam i dalej byłam niewyspana. Właściwie zaczęłam myśleć, że nie ma najmniejszego znaczenia czy wstaje o 4 rano, 11 czy może grubo po południu - pierwsza godzina po obudzeniu to dla mnie droga przez mękę. Tak czy siak jestem niewyspana, bolą mnie oczy i nie mam najmniejszej ochoty do życia. Zupełnie nie rozumiem skąd wzięło się to twierdzenie, że z rana umysł jest najbardziej twórczy, mój to gąbka - mokro i rozmamłana przez którą od czasu do czasu leniwie przesuwa się kolorowy neon wołający "kawy!"
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy istnieje jakaś realna szansa na to, żeby ten stan rzeczy zmienić. Marzą mi się rześkie, spokojne poranki, których nie zaczynam od paru przekleństw rzuconych w stronę budzika. Podobno człowiek, żeby się wyspać powinien spać ni mniej, ni więcej 9 godzin. Jest godzina 21.30, zakładając, że usnę w tym momencie powinnam obudzić się o 6.30.
Na kilku blogach czytałam o magicznym działaniu liczby 30 - tak zwane trzydziestodniowe wyzwania. Podobno jest to taki okres czasu, który można zacisnąć zęby i wytrwać a jak się uda nasze zachowanie powoli wchodzi nam w nawyk.
Podjęłam decyzję - moje pierwsze wyzwanie polegać będzie na unormowaniu czasu snu i wczesnym wstawaniu - również w sobotę. A jak wiadomo, żeby się wyspać, trzeba się wcześniej położyć - jakoś muszę wyciągnąć z mojego życia te luźne 9 godzin.
Start: 1 września godzina 7:00
Koniec: 1 października 7:00
Założenia: Śpię 9 godzin, w weekendy wstaje o 8 w tygodniu tak, żeby zdążyć do szkoły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz